Nikita Brovko & Anastasia Mielnikova: Elegancki taniec
img_1573On jest po męsku poważny, ona – po prostu czarująca. Oni – są młodzi i piękni i wszystko mają przed sobą. Poznajcie się – Nikita Browko i Anastasija Mielnikowa… Gwiazdy tak się ułożyły, że macie bardzo znane taneczne rodziny. Rodzice Nikity – to słynni pedagodzy, siostra Nasti – mistrzyni świata. Nikita, czy rodzice od razu zamierzali zrobić z ciebie tancerza? Nikita: Tak naprawdę nie. Ale u mnie nie tylko mama i tata, ale jeszcze dziadek i babcia także są związani z tańcem. Dziadek – to człowiek wieloformatowy: trenował taniec ludowy, akrobatykę, babcia – balet i tańce towarzyskie. Babcia miała swój klub taneczny w Niżniewartowsku i rodzice na początku tańczyli tam, potem zostali pedagogami. Kiedy miałem pięć lat, to w klubie odbywał się turniej dla początkujących. Gdzieś tak tydzień przed nim zapytali mnie: czy chcę tam zatańczyć? Odpowiedziałem: tak, chcę. Ale nie ćwiczyłem w sali, po prostu przychodził do mnie do domu wykładowca rytmiki i uczyłem się z nim waru-waru, polki. Od tego się wszystko zaczęło. Tak więc inicjatywa wyszła raczej ode mnie. A potem rozpoczęła się kariera konkursowa z dużymi sukcesami… Nikita: Tak, do Juniorów-2 nie przegrałem żadnego Mistrzostwa Rosji. A nie było choroby gwiazdorskiej? Nikita: Nie, nie powiedziałbym, nie było. Nastia, a jak układała się twoja kariera? Nastia: Zaczęłam tańczyć w wieku dziewięciu lat. Dokładniej, zaczęłam w wieku sześciu lat, ale nie wyszło: było mi nudno, próbowałam uprawiać inne dyscypliny sportu, ale potem mimo wszystko wróciłam do tańca. Od dziewiątego do jedenastego roku życia tańczyłam w Rosji, a gdy miałam jedenaście lat, dostałam propozycję wyjazdu do Anglii. Zgodziłam się. Tam także odbywały się treningi, ale nie na takim poziomie jak w Moskwie: nie takie, jakich oczekiwałam. A potem zrozumiałam, że to nie jest moje: ani kraj, ani partner, więc wyjechałam i przez rok tańczyłam w Rosji, w klubie „Kwadrat”, u Igora Krausa. A po roku dostałam propozycję z Danii (śmieje się) i znów wyjechałam. W Danii bardziej mi się spodobało: mieliśmy bardzo dobre relacje z partnerem, kontaktujemy się ze sobą do teraz, ale także nie wyszło. I znów wróciłam, potem wyjechałam na Ukrainę, tworzyłam parę z Jewgienijem Goliczenko, no a resztę już znacie…

Nkita Brovko & Anastasia Melnikova

Nie żałujesz, że tak wcześnie wyjechałaś z domu? Nastia: Nie: zarówno mama jak i ja czułyśmy, że jest mi to potrzebne. Mocno mnie to zmieniło, dorosłam, inaczej zaczęłam traktować siebie, pojawiły się u mnie inne wartości w życiu. Jestem zadowolona, że tak się wszystko ułożyło. Nie mogę się powstrzymać od prowokacyjnego pytania. Nastia: jak to jest być siostrą Anny Mielnikowej? Nastia: Dla mnie jest to duża odpowiedzialność. To moja rodzina i naturalnie ja także chcę się pokazać jak najlepiej. Kiedy jest taka siostra jak Ania Mielnikowa – jest ciężko (śmieje się). Bardzo pomaga mi radami i tańcem, ale mimo wszystko wydaje mi się, że bardzo się z nią różnimy. Zarówno jako ludzie i jako tancerze. Wiele osób mówi, że jesteśmy z Anią podobne w tańcu, ale jak tak nie uważam. Taneczny związek Nikity Browko i Anastasii Mielnikowej był prawdziwym zaskoczeniem nie tylko dla publiczności, ale także trochę… dla nich samych. Nastia już dwa miesiące tańczyła w parze z Jewgienijem Goliczenko na Ukrainie, kiedy los sprawił jej małą niespodziankę. Przyjechała do Moskwy, żeby uszyć sukienkę i spotkała się z Nikitą Browko. I chociaż ich rodziny znały się od dawna, nikt i pewnie nawet oni sami nie przypuszczali, że zaczną się między nimi poważne relacje. Wszystko rozwijało się szybko. „Dość długo znaliśmy się z Nastią – opowiada Nikita – ale rozmowy o tym, żeby tańczyć razem, nigdy nie było. A potem tak wyszło, że rozstałem się z Aliną (Żarulliną – przyp. red.) i po prostu zaproponowałem Nasti, żebyśmy spróbowali, kiedy była w Moskwie. To wyszło dość spontanicznie – Nastia przyjechała do Moskwy nawet bez pantofelków”. Po próbach Nastia postanowiła wrócić do Kijowa, ale nic z tego nie wyszło. „Wzięłam już bilety – opowiada Nastia – Nikita odprowadzał mnie na samolot, przeszłam przez rejestrację i tam się okazało, że w moich dokumentach brakuje jednej małej formalności. Miałam wtedy 17 lat, byłam nieletnia i okazało się, że w moim upoważnieniu brakowało uwagi, że jadę do Kijowa, na Ukrainę. Podczas kontroli paszportowej powiedziano mi, że nigdzie nie polecę, dopóki nie wyrobię tego papieru. Trzeba było dzwonić do Nikity i wracać do Moskwy”. Tak zaczęła się jeszcze jedna taneczna historia. I zaczęła się dość dobrze: Brovko Nikita & Melnikova Anastasia Pamiętacie swój pierwszy wspólny turniej? Nikita: Tak, najbardziej zapadł w pamięć. Był to mały turniej w Polsce, w Warszawie. Byliśmy wtedy drudzy, zaraz za Andriejem Zajcewem i Anną Kuźmińską. Pierwszy turniej był dla nas pewnego rodzaju stresem. Znajdowałem się już wówczas na pewnej poprzeczce, z której mimo wszystko nie chciało się spadać, choćby nawet w oczach publiczności. Ale kiedy w pierwszym tańcu przechodziliśmy koło widzów, którzy od razu zaczęli nas wspierać, to było to bardzo przyjemne. Tym bardziej że w Polsce nigdy dotąd nie tańczyłem i nawet nigdy nie byłem. Tak więc nasz debiut bardzo zapadł mi w pamięć. Myślę, że to pytanie wielu interesuje: ile godzin dziennie trenujecie? Nikita: Nie mamy konkretnego regulaminu. Ważne, jak spędzasz czas w sali. Ale jeśli mówić o maksimum, to trenujemy samodzielnie, plus możemy także opracowywać coś z moimi rodzicami (pauza pedagogami), plus półtora godziny praktyki, plus po praktyce idziemy na jogę, modern. Uważam, że cztery-pięć godzin – to wariant optymalny. Nastia: Staram się także ćwiczyć sama. Jak zazwyczaj wygląda trening? Nikita: Zazwyczaj omawiamy na treningu, co pasuje Nasti, co pasuje mnie. Dlatego, że jeśli każde z nas będzie ćwiczyć zestaw elementów, które są mu potrzebne i nie będzie się to łączyło ze sobą, to jest to także złe, tak uważam. Używacie lustra podczas treningu? Nikita: Kiedy trwa przegląd, zazwyczaj tańczymy na drugą stronę sali, gdzie nie ma luster. Ale jeśli coś omawiamy, to czasem jednak korzystamy z lustra. Nastia: Czasem lustro pomaga, ale najczęściej lustro „zabiera” twoją energię. A zostaje wam czas na jakieś hobby, rozmowy ze sobą, kontakty z przyjaciółmi? Nikita: Taniec zajmuje cały czas, jest to zarówno hobby, jak i zawód. Ale mogę się zebrać i pójść z chłopakami pograć w piłkę nożną albo siatkówkę. Nastia: A ja popieram Nikitę, to moje hobby (śmieje się). Nikita: Moje hobby związane są z obcowaniem z ludźmi, relaksem, odpoczynkiem: mimo wszystko nie potrafię pracować jak zapędzony koń. Lubię oglądać filmy, bawić się z przyjaciółmi – z moimi przyjaciółmi widzimy się prawie codziennie. Nastia: Bardzo nam pomagają i widzę, jak bardzo jest to ważne dla Nikity. Jestem im bardzo wdzięczna za wsparcie, jakie nam dają. Czy dobrze rozumiem, że macie dobre relacje z Kiriłłem Biełorukowem i Antonem Karpowem? Nikita: Tak, ale to bardziej z mojej strony. Współzawodniczymy od Dzieci-1, w jednej kategorii, trzeba pewnie zacząć od tego. Teraz tańczymy w różnych organizacjach i w różnych miastach, ale kiedy się spotykamy, to oprócz tańca podtrzymujemy ludzkie i przyjacielskie stosunki.

img_1570

Jak uważacie, jakie są silne strony waszej pary? Nastia: Myślę, że to, co staramy się przekazać w parze – to pewnie to, o czym mówią tańce: mężczyzna i kobieta, ich historia. Dla mnie jest to ważne i myślę, że to najbardziej istotne. Każdy ruch, każda emocja powinna mieć jakiś sens. Nikita: Wiele par nie ma teraz bazy, nie ma wyuczonego alfabetu, który pozwala tańczyć. Bardzo dużo aerobiku, akrobatyki, bardzo dużo jakichś ambicji, niezrozumiałych figur, niezwiązanych z muzyką. To przestaje być tańcem i jest to przykre. Trudno mi ocenić siebie z boku, ale wydaje mi się, że mimo wszystko staramy się zaprezentować taniec towarzyski. img_1571 A jak odnosicie się do popularnej dziś „show-tendencji”? Nikita: Zabawne zdarzenia zawsze zdarzają się na turniejach, kontakt z publicznością jest dobry, ale kontakt – to nie wygłupianie się. Jest wideo, na którym Franco Formica robi szpagat i nieoczekiwanie zatrzymuje się przed nim para. To zabawna sytuacja. Ale Franco znalazł wyjście: po prostu „zanurkował” (!) pod nogami tancerzy. I w tym nie było niczego takiego: pięknie, etycznie wyszedł z sytuacji. To jest klasa i oczywiście publiczność oklaskiwała go na stojąco. Rozumiem, że rozmowa na temat waszych kolegów z parkietu nie ma sensu. A kto imponuje Wam z tancerzy przeszłości? Nikita: Bryan Watson. Kiedy żegnał się z tanecznym parkietem, wywarło to na mnie bardzo silne wrażenie. Podoba mi się także taniec Alana Tornsberga. Nawet nie styl, a jego indywidualność, jaskrawość, to jak umiał prezentować partnerkę. Nie powiem tego o Amatorach, ale wydaje mi się, że w Zawodowcach teraz wszystko zmierza do tego, że każda para mimo wszystko stara się mieć swoje własne oblicze. Obecnie taniec bardzo się zmienił: zrobił się bardziej wyrazisty, szybszy. Jak mimo tego zachować to, co było na początku, znaleźć równowagę między sportem a sztuką? Nikita: Rzeczywiście, dawniej taniec wyglądał lekko i nieprzymuszenie, chociaż być może nie był taki efektowny jak teraz. Teraz taniec to dla wielu sport, chociaż jeśli znaleźć ten złoty środek, tę granicę, to będzie to to, co jest potrzebne. I wydaje mi się, że wielu tancerzy, którzy osiągają teraz dobre wyniki, mimo wszystko znalazło tę granicę. Nastia: To elegancka dyscyplina sportu. Ale mimo wszystko to sport. W każdym razie wychodzisz do publiczności i tracisz wiele sił: emocjonalnych, fizycznych. img_1572 Tak więc mimo wszystko to sport? Nikita: Jak powiedział jeden ze słynnych sędziów: „Kiedy zaczynasz tańczyć, myślisz, że taniec – to sztuka, kiedy kończysz tańczysz, to uświadamiasz sobie, że mimo wszystko – to sport”. Ale jeśli wszystko jest takie sportowe, to czerpiecie przyjemność z tego, że tańczycie? Nastia: Ja czerpię przyjemność z ruchu, ze współdziałania, ze spojrzenia partnera. Nikita: Można czerpać przyjemność nawet z tego, że pedagog pokazał ci coś, a ty zrobiłeś to ciałem. Jeśli nie czerpię przyjemności, to znaczy, że coś tu jest nie tak. Być może, kiedy przyjeżdżam na turniej na pierwszą rundę, na dziewiątą rano, nie mam z tego przyjemności (śmieje się), ale na parkiecie w każdym razie staram się ją mieć. Nastia: Wydaje mi się, że gdybyśmy nie czerpali przyjemności, to po prostu byśmy się tym nie zajmowali.  




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy